-Haymitch - Wysuwam się z ramion Peety tak żeby go nie obudzić. Zakładam szlafrok i schodzę na dół, nie ma go, musiał wyjść.. Słyszę szmer w kuchni, idę powoli w jej kierunku i widzę Haymitcha, wstawia wodę na herbatę..
- Widzę że się już rozgościłeś - Mówię z ironią w głosie.
- Obudziłaś się już skarbie - Mówiąc odwraca się do mnie.
- Mam dla nas złą wiadomość - Widzę że jest czymś przybity.
- To wyduś ją wreszcie z siebie - Jestem już naprawdę poirytowana.
- Dziś wyjeżdżamy do Kapitolu, po jutrze odbędzie się Tournee zwycięzców, więc trzeba jechać dziś żeby się ,,rozgościć'' - Z niedowierzania otwieram usta i opadam na krzesło które stoi Najbliżej mnie.
- Nie!! Dlaczego nigdy nie dadzą nam świętego spokoju - Po moich policzkach zaczynają płynąć łzy,.. Wtedy z góry schodzi Peeta, jest rozespany tak słodko wygląda, widząc mnie płaczącą, podchodzi do mnie a na jego twarzy widać niepokój
- Co się dzieje ?? Dlaczego Katniss płaczesz ?? - Kuca przede mną i chowa moje dłonie w jego, są takie duże i ciepłe. Przez moje gardło nie chcą przejść żadne słowa
- Haymitch możesz mi to wytłumaczyć ?? - Peeta wydaje się zdenerwowany,
- Owszem, mogę. Dziś jedziemy do Kapitolu - Nalewa sobie wodę do kubka, i siada przy stole.
-Że co ?? Po co ?? -
- Po jutrze mamy Tournee..i macie ze mną ustalić termin wywiadu z Ceaserem.. A teraz idźcie się pakować, wylatujemy za 30 minut.
- A ty ?? Jesteś już spakowany ? - Odzywam się po dłuższym czasie.
- Tak. - Odpowiada krótko - Wstaję z krzesła i podążam na górę a Peeta za mną. Kiedy zamyka za sobą drzwi podbiegam i się w niego mocno wtulam, chowam się w jego ramionach, chcę żeby mnie ochronił przed tym całym okrutnym światem...Ale prawda jest taka że to nie możliwe, niestety.
Jego ciepły oddech ogrzewa mój kark..Nie wiem dlaczego ale jest mi zimno choć na dworze jest nawet ciepło.. Dopiero po chwili jestem w stanie się od niego odsunąć.
- Nie chcę tam jechać...Nie chcę - Patrzę mu głęboko w oczy i widzę w nich ten sam nie pokój co u mnie.
- Wiem, kochanie. Ja też nie.. Ale musimy.-
- Wiem.
- Obiecaj mi coś - Marszczę brwi i nie rozumiem o co chodzi, ale Peeta po chili dokończa
- Że nie opuścisz mnie nawet na moment - Przyciąga mnie do siebie;. -
- Nigdy, Zawsze na zawsze będę przy Tobie, Kocham Cię - On się po prostu boi, znów będą wracały do niego wspomnienia....Ale będę silna, dla niego a on dla mnie, razem damy radę w najgorszych sytuacjach .
Pakujemy się w ciszy.. biorę walizkę i już chcę schodzić na dół kiedy Peeta podchodzi do mnie, i bierze swoją oraz moją walizkę.
- Poradzę sobie - jestem trochę wkurzona
- Nie wątpię, ale pozwól że ja to zrobię.
- Dobrze, ten ostatni raz - Daję za wygraną, jego oczy mnie przekonują ii słowa,,i cały on.
- Yhym- Mruczy pod nosem.
- Co???
- Nic, nic. Chodź kochanie bo Johanna będzie zła,
No i miał racje. Johanna siedziała na kanapie ze swoją walizką i chyba jest nieźle wkurzona.
- Ludzie !! Ile można się pakować ! -
- O co Ci chodzi ?? - Pytam zaskoczona i zirytowana
- O CO ?? O CO ?? O to że siedzicie na górze dobre 2 godziny..i sie niby pakujecie .
- Skończcie, poduszkowiec już czeka a wy zachowujecie się jak małe dzieci. - Kłótnię przerwał Haymitch....Czasami zachowuje się jak ojciec, Ale dla mnie własnie nim jest.. trochę.
Bierzemy walizki, oczywiście Peeta moją...
I Idziemy na stację, tam już czeka na nas pociąg do Kapitolu ... Wsiadamy i każdy rozchodzi się do swoich przedziałów ;...Oczywiście ja i Peeta mamy razem .
-
Jednak udało mi się dziś :) Mam nadzieję że się spodoba ;) ♥ Czytajcie ;) zmieniłam :-*
- Nie chcę tam jechać...Nie chcę - Patrzę mu głęboko w oczy i widzę w nich ten sam nie pokój co u mnie.
- Wiem, kochanie. Ja też nie.. Ale musimy.-
- Wiem.
- Obiecaj mi coś - Marszczę brwi i nie rozumiem o co chodzi, ale Peeta po chili dokończa
- Że nie opuścisz mnie nawet na moment - Przyciąga mnie do siebie;. -
- Nigdy, Zawsze na zawsze będę przy Tobie, Kocham Cię - On się po prostu boi, znów będą wracały do niego wspomnienia....Ale będę silna, dla niego a on dla mnie, razem damy radę w najgorszych sytuacjach .
Pakujemy się w ciszy.. biorę walizkę i już chcę schodzić na dół kiedy Peeta podchodzi do mnie, i bierze swoją oraz moją walizkę.
- Poradzę sobie - jestem trochę wkurzona
- Nie wątpię, ale pozwól że ja to zrobię.
- Dobrze, ten ostatni raz - Daję za wygraną, jego oczy mnie przekonują ii słowa,,i cały on.
- Yhym- Mruczy pod nosem.
- Co???
- Nic, nic. Chodź kochanie bo Johanna będzie zła,
No i miał racje. Johanna siedziała na kanapie ze swoją walizką i chyba jest nieźle wkurzona.
- Ludzie !! Ile można się pakować ! -
- O co Ci chodzi ?? - Pytam zaskoczona i zirytowana
- O CO ?? O CO ?? O to że siedzicie na górze dobre 2 godziny..i sie niby pakujecie .
- Skończcie, poduszkowiec już czeka a wy zachowujecie się jak małe dzieci. - Kłótnię przerwał Haymitch....Czasami zachowuje się jak ojciec, Ale dla mnie własnie nim jest.. trochę.
Bierzemy walizki, oczywiście Peeta moją...
I Idziemy na stację, tam już czeka na nas pociąg do Kapitolu ... Wsiadamy i każdy rozchodzi się do swoich przedziałów ;...Oczywiście ja i Peeta mamy razem .
-
Jednak udało mi się dziś :) Mam nadzieję że się spodoba ;) ♥ Czytajcie ;) zmieniłam :-*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz