sobota, 16 maja 2015

17.Wojowniczka.

Budzą mnie promz ienie słońca i lekki wietrzyk wpadające przez okno, macam rękę drugą stronę łóżka, jest zimna...pusta, czuję nie pokój, strach że mogło mu się coś stać, szybko wstaję nie zwracam uwagi na to że jestem w samej koszuli nocnej, nie zakładam szlafroka, nie mam czasu, wybiegam z sypialni, i wpadam prosto w ramiona Peety, uśmiecha się do mnie, i nie wypuszcza z objęć, a ja wcale nie chcę się z nich uwalniać, czuję przyjemni ciepło bijące od jego ciała.

- Chyba naprawdę jesteś głodna że tak szybko wybiegłaś z sypialni - stwierdza
- Nie wybiegłam z powodu tego że jestem głodna, tylko dlatego że nie było Cie obok mnie
jak się obudziłam, i po prostu się wystraszyłam - Nie wiem dlaczego ale po moich policzkach zaczynają płynąć słone łzy, przecież nic się nie stało ale nie mogę ich powstrzymać, moczę jego koszulę, chyba On nie jest tym za bardzo przejęty.
Łapie mnie za podbródek i patrzy głęboko w oczy widać w nich miłość i troskę
- Dlaczego płaczesz ?? - Słysze niepokój w jego głosie,
- Sama nie wiem może za to że tak bardzo się wystraszyłam - Mocniej się w niego wtulam.On obejmuje mnie mocno sowimi ramionami, wchłaniam jego zapach, pachnie cynamonem, bułkami i czymś  jeszcze, czymś czego nie mogę odgadnąć.
- Nie masz się czego bać, od zawsze i na zawsze jestem i będę przy Tobie i z Tobą łączy nasze usta w namiętny pocałunek a ja się w nim zatracam z każdą sekundą coraz bardziej.
- Tak bardzo Cię kocham - Szepczę pomiędzy naszymi pocałunkami..Jestem rozgrzana do  czerwoności, coraz bardziej potrzebuję jego bliskości, jestem od niego uzależniona, od jego ciała , dotyku, ust..Nie wiem jak długo mogłabym funkcjonować bez niego.
....Gdy tak stoimy, nagle słyszę trzaskanie drzwiami, od razu odsuwam się od Peety, I chcę schodzić na dół kiedy łapię mnie za rękę, marszczę brwi bo nie wiem o co chodzi

- Może pójdziesz się ubrać, nie chciał bym żeby kto kolwiek oprócz mnie widział się w tym stroju - Na jego usta wpływa figlarny uśmiech, a ja od razu się rozchmurzam,
Kieruje się do sypialni ale na chwilę przystaję -
- Na w razie co, bądź ostrożny, Proszę - On kiwa tylko głową , wchodzę do sypialni, nasłuchuje i słyszę tylko jakieś głosy, więc szybko się ubieram w to co wpadnie mi w ręce, Zielona bluzka i czarne spodnie, zaplatam włosy w warkocz, biorę wazon z sypialni  ( do obrony ) i wychodzę, schodzę po cichu po schodach i rzucam się w stronę napastnika,.. ale ktoś mnie łapie, czyjeś duże i silne ręce, Peeta.
- Widzę że moja wojowniczka jest już ubrana - Zaczyna się śmiać, Na kanapie siedzi Haymitch zalany w trupa....jak zawsze..Dopiero po chwili dociera do mnie komizm sytuacji..Chciałam zaatakować wazonem pijanego Haymitcha, po chwili ja też wybucham śmiechem..Haymitch śpiąc na naszej kanapie szepcze coś do siebie pod nosem że nie można go zrozumieć
- Zostawmy go, niech wytrzeźwieje - Mówi Peeta,.
- Dobrze,..mam pomysł - Mówię z entuzjazmem
- Jaki ?
- Upieczemy coś razem ?? Znaczy Ty upieczesz a ja będe udawać - Uśmiecham się
- Pomożesz mi,.. i to będzie dłuugi dzień...


Zaczynamy coś tworzyć z ciasta, różne wypieki, przy tym jest dużo zabawy, śmiechu , całowania ii Peety..Mojego Peety.. Kolejny cudowny dzień.....a noc spędzona w jego ramionach,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz