wtorek, 28 kwietnia 2015

7.Nie jesteś moim ojcem !!!

Ubieramy się i schodzimy na dół, Johanna siedzi przy stole i wcina resztę bułek. Ja z Peetą stoimy i tylko się jej przyglądamy, ona to chyba zauważa
pełnymi ustami
- No co ? Głodna jestem - Mówi z pełnymi ustami. Nie jestem w stanie nic powiedzieć,ledwo się powstrzymuję żeby nie wybuchnąć śmiechem, Peeta na całe szczęście ratuje mnie z opresji,

- Smacznego -
- Dzięki - Jo mówi pogodnym tonem, w końcu i ja dołączam do rozmowy.
- Tak w ogóle to Cześć - Uśmiecham się przyjaźnie, Johanna wstaje i podchodzi do mnie, mocno mnie przytula. DZIWNE. U niej taki gest, ale odwzajemniam uścisk

- Wreszcie zmądrzałaś, ciemna maso - Szepcze mi do ucha. Po czym odsuwa mnie na długość ramienia i puszcza do mnie oko.

- Miło znów Cie widzieć Peeta - Uśmiecha się blado.
- Ciebie również - Widzę że wracają wspomnienia z Kapitolu, to co mu tam robili było okropne i nieludzkie. Podchodzę do niego i jak najmocniej go przytulam on odwzajemnia uścisk i zamyka mnie w klatce swoich ramion a ja nie mam zamiaru się stąd wydostać.

- Dziękuję, kochanie -  Szepcze mi do ucha. Uspokoił się trochę.
Johanna przerywa niezręczną ciszę.

- Gdzie ja będę spać - w jej głosie słychać przejęcie,

- U nas - Peeta się uśmiecha
- Będziesz spała z Katniss w NASZEJ sypialni a ja na kanapie - mocno akcentuje słowo ,, NASZEJ ''

- A, no okej....To co robimy przez resztę dnia - Jest dopiero 12;44

- Jeszcze nie wiem, ale coś się wymyśli - Puszczam do niej oko.. po dodaję
- No chyba że Johanna Mason ma jakiś świetny pomysł..
- A jasne że mam - Uśmiecha się - Pójdziemy do lasu.
- Odpada - mówi Peeta stanowczo.
- A to dlaczego ?? - Pyta Jo..
- Bo w lesie jest dla was niebezpiecznie-
- Nie przesadzaj, no chyba że wiewiórki spikną się przeciwko mnie i Katniss,
- Ja Katniss nigdzie nie puszczę - Jestem już zirytowana nadopiekuńczością Peety.
- NIE JESTEŚ MOIM OJCEM !! - Krzyczę, zakładam buty i biorę łuk.
- Katniss, ja tylko chciałem. - Mówi ze skruchą a w jego przepięknych niebieskich oczach widzę
smutek i troskę.
- Nic już nie mów, Johanna idziesz ? - Ubiera się i wychodzi. Po wyjściu z domu męczy mnie sumienie, dlaczego i po co tak na niego nakrzyczałam ? Przecież on chce mnie tylko chronić...
Chodzimy po lesie w ciszy.....  Nagle krzaki przed nami się poruszyły... Przeraziłam się jak zobaczyłam kto z nich wyszedł.. ..



Następna notka już jutro ;)

2 komentarze: