Budzę się, spoglądam na zegarek, spałam dobre kilka godzin. Peeta nadal śpi, wygląda tak słodko, jego twarz jest taka spokojna. Nachylam się nad nim delikatnie żeby go nie obudzić i szepczę do ucha najciszej jak tylko potrafię :
-Kocham Cię - On natychmiast otwiera przepiękne niebieskie oczy, ze strachu upadam z powrotem na łóżko, teraz on jest nachylony nade mną :
- Co ??? - Mówi zszokowany. więc powtarzam
- Tak bardzo Cię kocham - On nic nie mówi tylko zaczyna mnie namiętnie całować, oplatam mnie swoimi dużymi, silnymi dłońmi. Zatracam się w pocałunku. Nie chcę tego przerywać, ale muszę, ponieważ brakuje nam powietrza.
Peeta wpatruje się we mnie, topię się w błękicie jego tęczówek.
- Chodź do mnie, upieczemy coś - Wstaje i podaje mi rękę, bez wahania ją przyjmuje.
- Marna ze mnie kucharka.
On uśmiecha się do mnie ciepło
- Przekonamy Cię. A w razie co to Cię nauczę - Schodzimy na dół, i wychodzimy Razem, trzymając się za ręce, przy nim czuję się bezpieczna.. Na dworze jest ponuro, lubię taką pogodę.
- O czym tak myślisz ? - Z zamyślenia wyrywa mnie jego głos.
- Nie powiem bo będziesz się śmiał - Mówię trochę zawstydzona.
Zatrzymuje się patrzy mi głęboko w oczy, łapię mnie w talii.
- Nie będę, obiecuje. - Uśmiecha się do mnie ciepło. W końcu mu ulegam
- No więc myslałam o tym że w końcu czuję się bezpieczna, Przy Tobie... A teraz się śmiej do woli - Uwalniam się z jego ramion i idę w stronę jego domu. Biegnie za mną łapie mnie za rękę, przytula i szepcze do ucha
- Kocham Cię. Katniss Jesteś dla mnie wszystkim, Jak mógłbym Cie skrzywdzić?! Jesteś moim sercem, a bez serca nie da się żyć. Całym moim światem - Całuje mnie w czubek nosa.
- Nawzajem - Uśmiecham się, i muskam jego usta. Wtulam się w niego, a on obejmuje mnie całym swoim ciałem, jak by chciał chronić mnie przed całym złym światem. Lecz to nie możliwe. Odsuwa się ode mnie, bierze mnie za rękę i wchodzimy do jego domu. W środku jest pięknie, tyle kolorów, ma taki sam rozkład pomieszczeń. U Peety jest piec chlebowy.
- Gotowa ?? - Pyta przewiązując fartuch.
- Chyba tak - uśmiecham się.
Jak on pociągająco wygląda w tym fartuchu. Otrząsam się, te myśli za bardzo mnie rozpraszają.
- Teraz ty.... - Uśmiecha się do mnie.
Podchodzę i zaczynam ugniatać ciasto tak jak on to robił, ale chyba widzi że mi to nie wychodzi bo podchodzi do mnie od tyłu i kładzie swoje dłonie na moich. Teraz to już na pewno się nie skupię.
- Skarbie, marna z Ciebie kucharka - Odwracam się i rzucam mu w twarz mąką,
- Nie mów do mnie skarbie, za bardzo kojarzy mi się z Haymitchem.
- Okej, Kochanie ?! - Teraz on mi oddaje.... po jakimś czasie kuchnia jest cała w mące... Podchodzi do mnie, zaczyna mnie całować, na początku jego usta są leniwe, potem coraz bardziej żywsze.... Unosi mnie lekko a ja oplatam nogi w okół jego bioder... Niesie mnie na kanapę.
Odrywa swoje usta od moich ...
- Co z ciastem ? - Uśmiecha się figlarnie,
- Może zaczekać. - Teraz to ja zaczynam go całować.. Kładzie mnie na kanapie i sam kładzie się obok, nie odrywając swoich ust od moich.
Po kilku minutach, odrywam się od niego. Wiem że jego ciało chce tego, ale ja nie jestem na to gotowa.
- Proszę, zaczekajmy z tym - On nic nie mówi, tylko się uśmiecha.
- Jak sobie życzysz, kochanie.... - Pomaga mi wstać z kanapy i kierujemy się do kuchni..Trochę czasu zajęło nam posprzątanie tego całego bałaganu.....
KOLEJNA NOTKA BĘDZIE JUTRO, LUB ( MOŻE ) JESZCZE DZIŚ.. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz