Próbuję zająć myśli czymś innym.
- Jo, gdzie jest Peeta? - Naprawdę nie wiem, już długo go nie widziałam..
- Katniss, to Ty nic nie wiesz? - Patrzę na nią zdziwiona, czego miałabym nie wiedzieć? Ona chyba zauważa że nic z tego nie rozumiem..więc kontynuuje
- Peeta.....- jąka się
- Johanno, możesz mi do jasnej cholery powiedzieć gdzie on jest! - Jestem już dość zdenerwowana.
- Już nigdy go nie zobaczysz...bo ... - Nie kończy. Ja jestem już wściekła....dlaczego ja nigdy o niczym nie wiem?
- NO GADAJ! - Wszyscy się na mnie gapią, ale nie obchodzi mnie to. Ja tylko chcę wiedzieć gdzie jest mój Peeta....Mój Peeta.....
- Gale ...on...zabił Peete.....Peeta nie żyje...rozumiesz? On nie żyje! - Johanna ma łzy w oczach, które po chwili spływają po jej policzkach....Do mnie jeszcze nie dotarło co ona przed chwilą powiedziała..
- CO? CO TY W OGÓLE MÓWISZ? - Johanna, szlocha, teraz to już wszyscy się gapią..
- KATNISS, ON NIE ŻYJE! ROZUMIESZ? NIE ŻYJE! - Dociera do mnie, znaczenie tych słów. Ciężko osuwam się na kolana, po moich policzkach zaczynają płynąć łzy niczym rwąca rzeka.
- Nie to nie możliwe! On musi żyć! Peeta! On jest moim powietrzem, moim sercem! Całym moim światem! Bez niego nie ma mnie! Rozumiesz! Ja go kocham! On musi żyć! Bez niego nie mam po co żyć, nie mam dla kogo żyć! - Drę się na całą salę, nie obchodzą mnie ludzie gapiący się na mnie, nic mnie nie obchodzi! Chowam twarz w dłonie, nadal płacząc.\
- Kłamiesz! On żyje! Mój Peeta żyje! - Po tych słowach jeszcze bardziej się rozpłakuję, .. teraz to już wyję ma calą salę. Mój Peeta nie żyje. Moje serce umarło, nie ma nic, nie mam nikogo. Totalna pustka.. Tak bardzo Go kocham...Tak bardzo.
Podnoszę się z podłogi, biorę ostry nóż ze sołu i biegnę w stronę Gale'a.
Nawet tego nie zauważa kiedy wbijam mu nóż prosto w klatkę piersiową.
Na pocżtątku, łapie mnie mocno na barki....ale z każdą sekundą uścisk staje się lżejszy. Aż w końcu Gale mnie puszcza i s upada z impetem na podłogę..
Dobiero po chwili zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłam...Patrzę na ciało Gale'a..
Zaczynam krzyczeć w niebo głosy....
Po chwili czuję, czyjeś ciepłe ramiona ogrzewające mnie...To, to nie możliwe.
- Katniss, obudź się! Katniss! Słyszysz! To tylko zły sen! - Natychmiast sie budzę, prosto w ramionach Peety..Mojego Peety.
- Ty żyjesz! Mówię z ulgą.
- Tak, już cicho, jestem przy Tobie. - Mówi, gładząc mnie po włosach, nadala przytulając.
- Kocham Cię,
- Kocham Cię - Całuję go, jego usta są dla mnie pożywieniem, tylko Peetą nasycę się do końca. Jego usta całujące moje, to właśnie to czego pragnę.
Pragnę go z każdą chwilą coraz bardziej.
Tym razem to on pogłębia pocałunek. Zarzucam mu ręce na szyje, a on kładzie swoje w talii, przyciągając mnie do siebie.
Oboje się kładziemy, ja na nim, ale już po chwili on na mnie.
Nie leży na mnie całym ciężarem, tak jak Gale....Od razu wypieram tę myśl.
Lekko napiera swoim ciałem na moje co jeszcze bardziej mnie rozpala.
Peeta całuje moją szyje..
Właśnie zabieram się do rozpinania jego koszuli, gdy nagle........
Oboje się kładziemy, ja na nim, ale już po chwili on na mnie.
Nie leży na mnie całym ciężarem, tak jak Gale....Od razu wypieram tę myśl.
Lekko napiera swoim ciałem na moje co jeszcze bardziej mnie rozpala.
Peeta całuje moją szyje..
Właśnie zabieram się do rozpinania jego koszuli, gdy nagle........
Następna notka może jutro <3 :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz